wtorek, 20 stycznia 2015

"... Przyjaźni blask..." *

 Arek. Arkadiusz, jak zwykli nazywać go rodzice i nauczyciele. Imię to jak najbardziej do niego pasowało. Alkowi kojarzyło się z kimś łagodnym i zrównoważonym, ale i zawsze pogodnym oraz pomocnym. Może dlatego, iż jedyny znany mu Arkadiusz, taki właśnie był.
 Arek miał wielu kolegów, gdyż każdy chciał otoczyć się jego spokojem i zawitać do świata, który sam stworzył- świata, gdzie króluje jazz, harmonia i popcorn z maślaną polewą. Ten wysoki brunet, o niebieskich oczach, tylko o odcień ciemniejszych od oczu Baśki, miał wielu przyjaciół, ale tych prawdziwych, najlepszych, najbliższych miał, tylko czwórkę, w tym młodszą o rok siostrę. Tylko oni naprawdę go rozumieli.
 I tylko Alek rozumiał go najlepiej.
Arek miał to do siebie, że nigdy nie mówił za dużo, uważnie śledził każdy ruch swoich rozmówców. Oni czując się niezręcznie, często mówili bzdury, alby odciągnąć uwagę od samych siebie. Alek nie dziwił się im wcale, ponieważ sam przez to przechodził. Zawsze odwracał wzrok, chował się za jakim tematem. Był wtedy jeszcze dzieckiem, ale już w tamtym czasie wzrok jego przyjaciela budził niepokój. Aż w końcu, jego buntownicza natura nie wytrzymała tej uległości i rzucił tym błękitnym oczom wyzwanie. Musiał zmierzyć się odruchem spojrzenia w bok, patrzeć bez przerwy w tą obojętną twarz sześciolatka o żelaznym, przeszywającym wzroku. Kiedy był już na skraju załamania, twarz Arka rozjaśnił szeroki i szczęśliwy uśmiech, który mało kto wcześniej oglądał.
-Myślę, że jesteś twardy, Aleksy- powiedział radośnie.- Nie podajesz się.
 Było to stwierdzenie, ale i tak Alek skinął głową.
-Cieszę się, że mogę nazwać Cię przyjacielem.- Nagle posmutniał. Ściszył głos do szeptu, tak cichego, że sam Alek miał problemy z dosłyszeniem słów.- Mało kto przyznaję się do tego, kim jest. Większość chowa się za czymś, co pomoże mu schować, w cieniu złudzeń, jego prawdziwą naturę.
 Co o tym zawiłym stwierdzeniu, pomyślało dziecko? "Świr. Może lepiej iść bawić się samemu?". Mimo to, został. Z czasem zaczął rozumieć Arka. Chłopiec nie był wariatem, ale niezwykle inteligentnym fanem poezji i kryminału, obdarzony niezwykłą zdolnością poznawania ludzi po ich zachowaniu, słowach , jakie wypowiadali i spojrzeniu, jakie rzucali na świat. I to najbardziej przerażało ludzi. To, że choć, nie wiem jak by się starali, odkrywał ich prawdziwą tożsamość, a z muru jaki wznieśli wokół swojej osoby, nie pozostawały nawet fundamenty.  Holmes, jak go nazywali, był prawdziwym geniuszem w tych sprawach. Zrozumiał też jego słowa: "Mało kto przyznaję się do tego, kim jest. Większość chowa się za czymś, co pomoże mu schować, w cieniu złudzeń, jego prawdziwą naturę.". Ludzie nie lubili siebie, bali się, że jeżeli pokażą, że nie są tacy idealni, zostaną sami. Tego, czego boi się każdy człowiek- gwiazda filmowa, prezydent czy rolnik, to Samotność. Jesteśmy jak małe dzieci, bojące się puścić rękę rodzica. Ten strach narodził się już na początki ewolucji- to, dlatego, ludzie zaczęli łączyć się w grupy. Samotność ich przygnębiała. Bali się, iż sami stanął się ofiarą dla szablo-zębnych tygrysów, bo nie będzie nikogo, kto stanie w ich obronie, kto rzuci się między ich ciało, a paszczę drapieżnika... Ten Lęk przetrwał do dziś.
 Arek odkrył to już za dziecka. Nie potępiał natury ludzkiej. On szukał. Poszukiwał kogoś, kto stanie się tym, który rzuca się na pomoc.
 Bo Arek rozumiał mocnej, niż ktokolwiek inny, potrzebę bycia C z ę ś c i ą. Był samotny.
 Otworzył się dopiero przy Alku. Widziano go uśmiechniętego, roześmianego i rozeźlonego. Koledzy zaczęli w nim dostrzegać spokojną przystań, a nie tylko dziwaka. Razem z Alkiem i Resztą, zaczął przeżywać przygody, odkrywać wspólnie świat i odczuwać radość nawet w krótkich chwilach szczęścia.
 Arek jego brat. Ten, który...
 Jego zamyślenie przerwała wysoka blondynka. Przypadkowo, otarła się o niego. W jego głowie pojawiła się postać o złocistej czuprynie. Z pijącym sercem obrócił się w stronę dziewczyny, a gdy ją spostrzegł Sztylet Zawodu przeszył mu serce. Co ty sobie myślałeś, kretynie?,  warknął na siebie w myślach, odwracając się od Nie-tej-dziewczyny. Niby skąd, by się tu znalazła?
 Jego wyobraźnie wypełnił obraz pięknej Rozy. I choć, była ona wysoką blondynką, nigdy nie zobaczyłby jej z magazynem o modzie w ręce i pasemkach we włosach. Rozalia była, może i dziwna, ale tą dziwność właśnie w niej lubił. Nie malowała się, bo tego nie potrzebowała- była naturalną pięknością. Mówiła mniej niż Arek i rzadziej się uśmiechała. Była poważną piętnastolatką, którym całym życiem była nauka i teatr.  Mimo, że na co dzień zachowywała powagę, to na scenie stawała się kimś innym. Potrafiła zagrać wszystko, tak realnie, ze  zapominało się, iż siedzi się na fotelu w setką innych osób. Roza miała coś, takiego w swoim głosie- Baśka potrafiła zmieniać nastoje innych osób, Arek widzieć ich prawdziwe jestestwo i dzielić się zaufaniem, a Janek otumaniać- tak ona potrafiła głosem tworzyć wizję czegoś, co mogło się zdarzyć się tylko we śnie. Basia kochała jej opowieści. Trzeba przyznać, że Rozalka była dla nich czymś w rodzaju drugiej matki. Zawsze się o nich troszczyła, jako ta najmądrzejsza udzielała porad, pomagała w nauce, czy nawet namawiała do zmiany decyzji. Ta śliczność odrzucała od siebie ludzi i adoratorów, ufała tylko Drużynie. Pięknie śpiewała, co w parzę z pianinem Janka, skrzypcami Basi tworzyło piękną kompozycję. Kochała czytać, prowadziła wzrokowe dyskusję z Arkiem. I razem z Alkiem chodziła na zajęcia plastyczne, tylko po to, aby dodać mu otuchy. Nie miała talentu plastycznego, ale wiedziała, że ta młoda, uparta gwiazda siatkówki, nigdy nie będzie się kształcił w innym kierunku, inaczej niż pod przymusem. Był jej za to wdzięczny. Kochał malować.
 Drużyna, w której skład wchodziła piątka przyjaciół: niesforny zawadiaka Janek Fryc; zuchwała i urokliwa Baśka; poważna i mądra piękność- Roza; łagodny i cichy Sherlock, Arek oraz bystry, buntowniczy przywódca, Alek; była połączona więzłami mocniejszymi niż braterskimi. Złączyły ją wspólne pragnienia, marzenia i siatkówka (która okazała się trwałym klejem!), wspólne przygody, radości oraz bitwa na popcorn, po której wszyscy mieli zakaz spotykania się- lepiej nie pytajcie: "dlaczego?", to DŁUGA opowieść.
 Alek był spoiwem tej Drużyny i nieformalnym przywódcą, choć nigdy się do tego, by nie przyznał.
 Ale teraz...odszedł. Jego życie się zmieniło, legło w gruzach ich przyjaźni. Oni go nie porzucili, ale On porzucił Ich. Nienawidził się za to.
 Ale powodem jego zabijającego, jak trucizna, cierpienia był dodatkowy bonus. Jeden z jego przyjaciół ciężko zachorował...
 Zostawił w Domu umierającego przyjaciela.

Stanął przed drzwiami sekretariatu.





-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej,
 ten rozdział dedykuję moim przyjaciołom. Dziękuję, że was mam.
Dziękuję, tym którzy to czytają! Kocham was za to, nawet jeśli jesteście tu tylko po to, żeby wyjść. Polecajcie ten blog znajomym!
 Co o nim  sądzicie? Macie jakieś zastrzeżenia/pytania? Chcecie, żeby coś się w nim pojawiło? A może macie pytania do mojej osoby? Piszcie śmiało.
 P.S. Nie mam co czytać. Polecacie jakieś blogi? Chętnie Was polecę innym.
 Całusy,
Oczytana
 Polecam gorąco blogi: http://youwinoryoudie66.blogspot.com/http://perfectmoog007.blogspot.com/ http://just-lie-just-trust.blogspot.com/

Cudowne, urzekły mnie.


------------------------------------------------------------------------------------------------------
Miejsce: Doba komputerów.
Data: Dzień za dniem.
Godzina: Czasu nie zliczysz.
Spostrzeżenia: OBUDŹ SIĘ!








3 komentarze:

  1. Nie ja nie mam żadnych zastrzeżeń mi się bardzo podoba .Buahaha
    http://youwinoryoudie66.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny blog,lubię takie opowiadania. Bardzo dobrze piszesz.
    paamietnik-kingi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. No i kolejny raz nie mogłam się oderwać i na końcu byłam rozczarowana że to już! :O MÓJ NARKOTYK, ODDANA FANKA NR.1 ;)
    perfectmoog007.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń