środa, 18 lutego 2015

Jak bójka potrafi zniekształcić ci życie...

 Lekcje były nawet w porządku. Nauczyciele byli nieznośnie ostrzy i cięci, ale program całkiem ciekawy. Alek miał ten problem,że musiał sporo tematów nadrobić. Przynajmniej nie miał problemu ze zrozumieniem Anglików. Z angielskiego miał same szóstki, choć nie był geniuszem jak Roza, to i tak zdobywał pierwsze miejsca na olimpiadach. Jeżyli ona nie brała w nich udziału.
 Historię Anglii pokrótce przerobił przed wyjazdem, a przedmioty ścisłe znał już ze swojej szkoły. Problem stanowił- O, Ironio!- angielski. Brytyjczycy uczyli się o poetach i tym podobnym. On uczył się gramatyki i słówek...
 Kolejni problem stanowili uczniowie. Nie podobało im się najwyraźniej, że chłopak uczy się w ich szkolę, a nie specjalnej, z lekcjami w ojczystym języku. Wśród uczniów tej szkoły krążyła bowiem aura wyższości, a na każdym korytarzu wisiały tabliczki zaznaczające, jakie to Akademia odniosła sukcesy.
 Alek czuł się osaczony ze wszystkich stron, czując wścibskie, nieprzychylne spojrzenia. Żaden uczeń nie chciał go poznać, nawet się przywitać, ale i tak opowiadał o nim niestworzone historię. Alek był, można by rzec, gwiazdą. Cała szkoła huczała o jego przybyciu. Jednak, żadne z tych plotek nie były- broń Boże!- uprzejme.
 Gdy zadzwonił dzwonek chłopak wstał czym prędzej i ruszył w stronę drzwi. Chciał jak najszybciej uciec z klasy pełnej idiotów, rzucających w jego stronę przykre docinki. Całą lekcję  zaciskał dłonie w pięści, aż na skórze utworzyły mu się blade półksiężyce. Rzuciłby się na nich, ale pamiętał ostatnią swoją bójkę, jeszcze w starej szkole.
 Dzień jak co dzień, masy uczniów spędzały długą przerwę na korytarzach. Cała Drużyna śmiała się z dowcipów Janka, choć powinna się uczyć do testu z geografii. Ten moment upatrzył sobie Kamil- szkolny tyran- aby rzucić w stronę Rozy obleśne teksty. Nie lubił żadnego z nich, Alek był jego odwiecznym wrogiem, ale to Rozalię upodobał sobie jako przedmiot najgorszych obelg. Aleksy od dawna ledwo powstrzymywał się przed poczęstowaniem go pięścią prosto w twarz. I tak było tym razem. Aż podniósł sie z miejska gotowy stawić mu czoła. W ostatniej chwili Arek i Janek powstrzymali go od tego, Roza poprosiła spojrzeniem o opanowanie. Wiedziała, że taka bójka nie pomoże Alkowi.
 -Alek, daj spokój- mruknęła, patrząc mu w oczy. Żarty Kamila nie działały na nią w żaden sposób. Mimo to idiota już znalazł pretekst do następnych złośliwości. Prychnął gniewnie, ale jakoś  dziwnie, jakby z żalem. Tęsknotą? Zazdrością.
- A właśnie: daj spokój, Aleczku!- pokpiwał.- Przecież nie chcemy, żaby cię wyrzucili ze szkoły. Jak się miewa dziadzio?
 Alek ledwo się opanował. Jego dziadek był ciekawym człowiekiem, Alek kochał spędzać z nim czas, ale dla niektórych ludzi był po prostu dziwakiem. Kamil dobrze wiedział, jak bardzo bolą chłopaka żarty o nim.
- Spadaj, Nowak, bo ci obije tę śliczną buźkę. 
- Uuu, już się boję- warknął Kamil. Spojrzał na Rozę z wyrzutem.- Co ty widzisz w tym chłopaku? Można by się po tobie spodziewać więcej.
 To jak patrzył na Rozalię, z mieszaniną żalu, zazdrości i złości, dało Alkowi do myślenia. Popatrzył na oboje z zapartym tchem i zrozumiał. Kamil kochał się w Rozie!
Serce mu zamarło, zapomniał jak się oddycha. Zalała go złość.
-Jesteś warta lepszego. Nie sądziłem, że z ciebie taka...-nie dokończył, ponieważ w tym momencie na jego twarzy wylądowała twarda pięść.
 Alek rzucił się na niego, zapominając o uczniach, nauczycielach i całym świecie. Zamachnął sie prawą ręką, ale Kamil już otrząsnął się po pierwszym ciosie i uchylił. Przechodząc do kontrataku uderzył do w przeponę. Cios nie był bardzo silny, ale i tak spowodował, że Alek zgiął się w pół. Kiedy przeciwnik do niego podszedł, chłopak podciął mu nogi, ale sam został pociągnięty w dół. Oberwał w łuk brwiowy, a krew zalała mu oczy. Kiedy zamierzał się do ciosu, Jakaś niewidzialna siła pociągnęła do do góry. Został odepchnięty w stronę krzyczących przyjaciół. Janek i Alek, byli sponiewierani, więc i oni szarpali się z kumplami Kamila. Patrzyli gniewnie na jego przeciwnika, którego właśnie Dyrektor stawiał na nogi, gniewnym ruchem. Jak na Pięćdziesięciolatka, to ma krzepę.
- Co wam strzeliło do głowy?!- ryknął, czerwony na twarzy. Naprawdę się wściekł. Jak nigdy.- Nowak, Machon. Do mojego gabinetu! W TEJ CHWILI!
 Po gniewnej rozmowie z rodzicami, wychowawcą i dyrektorem, chłopcy zostali ukarani i odesłani do domów. Alek miał to nieszczęście, iż jego ojciec aktualnie był w domu i uczestniczył w rozmowie. Kiedy wracali do domu, w samochodzie panowała napięta cisza. Mama patrzyła przez okno z zawodem, ojciec twardo patrzył na drogę. Kiedy weszli do domu, ojciec z wściekłością spojrzał na opartego o ścinę syna.
- Co ty sobie myślałeś, hm? A tak nie myślałeś. Nie myślałeś o tym chłopaku Nowaków, o sobie, o nauczycielach, ani o nas, co? Myślisz, że jak się czujemy, hę?- Matka patrzyła na twarz syna brudną od krwi, zaciskając usta w cienką linie. Alek patrzył uparcie w podłogę, bojąc się, że jak spojrzy w oczy ojca, takie same jak jego, umrze ze wstydu.- Musisz nam to robić? Nie wiem, czy robisz to specjalnie, może chcesz nam dokuczyć, ale postaw się w naszej sytuacji... Patrz na mnie jak do ciebie mówię.
 Alek nie posłuchał. Nie chciał patrzeć na ojca, którego nigdy nie było w domu. Który nie znał Alka, ale uważał, że ma prawo prawić mu kazania. Który myślał, że ma prawo decydować o życiu syna, choć ten nie czuł w nim autorytetu.
 Tata westchnął.
- Może to ja popełniłem błąd. Nie zauważyłem jak się wymykasz. Ale to się zmieni.
Do rozmowy wtrąciła się matka.
- Chcesz mu powiedzieć? Myślałam, że poczekamy...
-Z czym?- zdumiał się Alek, w końcu podnosząc wzrok.
- Przenosimy się do Anglii. Wszyscy- oznajmił ojciec, a z twarzy Alka zniknęły wszystkie kolory. Poczuł, że jego życie wymyka mu się z rąk.- Zamieszkamy razem, będziecie chodzić tam do szkoły. Będzie, jak dawniej. Jak za dawnych lat. Znów w komplecie- trochę się uśmiechnął.- I co ty na to?- liczył na pozytywną reakcję.
- Nie- powiedział twardo, z twarzą bez wyrazu Alek. To jakiś żart? Kara za bójkę?
- Nie?- zdumieli się rodzice. Ojciec trochę się zasmucił, trochę podenerwował.- Ale...
- Nie- powtórzył Alek,bardziej stanowczo.- Nigdzie nie jadę, zostaję tutaj.
- Myśle, że nie masz wyjścia. Jestem twoim ojcem i...
- Nigdzie nie jadę! Myślisz, że jak jesteś moim ojcem to możesz o mnie decydować?- wrzeszczał Alek.- A gdzie, do jasnej cholery, byłeś przez te wszystkie lata? A tak, pracowałeś. Gdzieś to mam, nie jadę.
- Wyrażaj się!- krzyknęła matka.
- I ty się na to zgadzasz?- zwrócił sie do niej.
-Alku, tak będzie lepiej...
- Dość.- Przerwał pan domu.- Dosyć. Aleksy, czy ci się to podoba czy nie, jedziesz do Anglii. Mówisz, że mnie nie było? teraz to naprawimy. Proszę pogódź się z tym i świętuj z nami.- mówił teraz łagodniej, jakby chciał przekonać syna.
 Alek nabrał tchu i wrzasnął słowa, które nie powinny paść z ust żadnego dziecka.
- Nienawidzę was!
 Wybiegł na dwór, biegnąc do pierwszego bezpiecznego miejsca, jakie przeszło mu do głowy. Odciął się od głosów, wołających jego imię, od całego świata, nawet od własnego ciała.
 Biegł, biegł, biegł.
 Aż dotarł do przystani spokoju. To miejsce kochał całym sercem, bardziej niż jakiekolwiek inne.
 Dom Dziadka.

---------------------------------------------------------------------------------------------------

 Cześć,

 ten rozdział dedykuję: osobom, które powiedziały za wiele i teraz nie mogą cofnąć tych słów.
 Jak się macie? Kto ma ferie? Jestem z Małopolski, więc obecnie mogę cieszyć się tym przywilejem. Jak spędzacie czas wolny? Ja z przyjaciółmi, przy książkach, albo filmach. Cuuudooo.
 Część dalsza ego rozdziału będzie niedługo, mam nadzieje, i skupi się raczej na wspomnieniach Alka, nie na obecnej sytuacji.
 Polecajcie mi blogi, naprawdę nie mam co czytać!

Całusy,
Oczytana.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Miejsce: Doba komputerów.
Data: Dzień za dniem.
Godzina: Czasu nie zliczysz.
Spostrzeżenia: OBUDŹ SIĘ!


-----------------------------------------------------------------------------------------------------

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz