Wychodząc z sekretariatu, Alek odetchnął z ulgą. Jak to możliwe, że jakiś staruszek wzbudził w nim, aż taki strach?* Czuł się upokorzony i to na oczach dziewczyny. W dodatku, tak twardej, jak Jane. Miał przeczucie, że lepiej z nią nie zadzierać.
Jak rozkazał Dyrektor Jane została jego prywatną przewodniczką, po zawiłych korytarzach Współczesnej Bastylii. Nie żeby się jej to podobało. Gdy tylko, drzwi się za nimi zamknęły, ruszyła szybko przed siebie, nie czekając na Alka, pomrukując przekleństwa oraz coś o "braku czasu" i "głupich nie-anglikach". Chłopiec popędził za nią, gdyż wolał słuchać jej obelg, niż zgubić się, jak idiota, w szkole. Zastanawiał się czym, też tak ją zdenerwował. Może zachował się niegrzecznie. Nigdy go to nie obchodziło, jak widzą go inni, ale jeżeli ma się tu zaklimatyzować, musi otworzyć się na ludzi. Nagle odczuł przygnębiający brak Arka i Baśki. Oni zawsze umieli zapoznać się z ludźmi. Jakoś samo im to przychodziło. Aż zgarbił się z tęsknoty, a wzrok nagle mu się zamazał. Hola, co się dzieje?! Nie będzie teraz ryczał, co nie? Chłopcy nie płaczą, tralalalala.... Jakoś tak to szło... Przygryzł wargę i uspokoił się w myślach. Przecież i ty dasz radę, powiedział sobie. Zawsze miałeś przyjaciół, to i tutaj znajdziesz.
Alek tego nie widział, ale miał w sobie coś co sprawiało, że ludzie mu ufali. Ufali, podziwiali i trzymali się obok. Posiadał coś z przywódcy- coś kształtującego się dopiero- a w głosie brzęczała nieustępliwa nuta, dzięki której koledzy nie śmiali mu się sprzeciwić. Jednak jego największą słabością były ataki braku wiary w swoje możliwości. Był jak ptak- piękny i zdolny do wszystkiego, pan przestworzy, ale gdy zaskoczy go silna burza, wyczerpany poddaję się i pozwala się pokonać się siłom wyższym. Gdyby jednak postawił się żywiołowi, byłby w stanie opaść na drzewo i udowodnić swoje możliwości.
W końcu przełamał niechęć i zrównał się z wciąż wściekłą Jane. Gdy spojrzała na niego spode łba, odchrząknął i zagadnął ją cicho.
- Masz na imię Jane, tak?- Nawet udało mu się nie zająknąć i wytrzymać jej szatkujące spojrzenie. Hip hip- Hurra! Punkt dla Alka.
- Ellie - mruknęła niechętnie.- Jane to nazwisko.
-Aha.- Chwilę panowała niezręczna cisza. Szli przed siebie, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.- No więc...-zaczął Alek, przeczesując włosy palcami i drapiąc się nerwowo po potylicy.- Do której klasy chodzisz?
- Wygląda na to, że jestem w twoim wieku. chodzimy razem do klasy.- W jej głosie pobrzmiewała twarda obojętność .
- Uhm, ciekawe. To, jaki jest ten Craft? More mówił tak, jakby coś było z nim nie w porządku.
Ellie zmrużyła groźnie oczy.
- Amadeus Craft to jeden z najmądrzejszych ludzi jakich znam. I jest, jak najbardziej w porządku-powiedziała z wyrzutem.
- Ej, dobra, a niby skąd mam wiedzieć? Tylko pytam.- Alek omal nie krzyknął.- Przyznaj się chociaż, o co chodzi z tym Dyrektorem? Widziałem, jak reaguję na niego każdy...
- Cicho!- krzyknęła szeptem Ellie, rozglądając się nerwowo. A potem dodała cichutko:- Nie mów złego słowa o Auguście More. Chyba, że chcesz wylecieć. Zrozumiano?- patrzyła na niego groźnie.
- Ale... jak to?- Alek był zaintrygowany.- Przecież, to tylko nauczyciel. Nie może kogoś wylać za plotkowanie!
-Uwierz może.- Jane odciągnęła go na bok.- Słuchaj: w szkole panuję parę niepisanych zasad. Pierwsza: Jak podpadniesz Dyrektorowi, to pakuj manatki i uciekaj, bo ten człowiek nie zna litości- mówiła ze śmiertelną powagą.- Druga: Pokaż, że jesteś coś wart. Tu nie ma miejsca dla leni i beztalenci. Trzecia: omijaj tzn. Elitę, bo jak nie...
-Elitę?
Mruknęła coś pod nosem, ale spojrzała w stronę wielkiego trawnika szkolnego. W samym centrum znajdowała się fontanna, przy której siedzieli uczniowie. Wyglądali, jak modele i gwiazdy- wszyscy piękni oraz bogaci. Alek wiedział, że nie znajdzie tam swojego miejsca.
- To jest "Elita"?
- Tak, to grupa najbogatszych półgłówków w szkolę, którzy uważają się za jej władców. Doceniają tylko football, a ciężka praca innych uczniów, który starają się zajść dalej, jest...-mówiła z coraz to większym przejęciem, co świadczyło o tym, że wie coś o tej sprawie.
- Mówisz o tym całym konkursie, w którym bierzesz udział?- wtrącił się Alek.- Co to za turniej?
Ellie uniosła wysoko brodę, gotowa do starcia.
- Przyrodniczy. Ale, to nie twoja sprawa.
Chłopak dopiero po tych słowach zdał sobie sprawę, że nie przyglądną się jej dobrze. Zmierzył ją wzrokiem. Była wysoka, miała z metr siedemdziesiąt cztery, była od Alka niższa o jakieś sześć centymetrów, ale, choć patrzył na nią z góry, czuł bardzo mały. Burzę kasztanowych loków upięła w niedbały kucyk. Była zgrabna i wysortowana, jakby gotowa do biegu na długi dystans. Promienie słońca rzucały cienie na jej wysokie kości policzkowe i zadziorny nos. Wydawała się surowa i niebezpieczna, ale i mądra, i ostrożna. Oraz buntownicza i twarda. Ramiona skrzyżowała, niezwykle zielone oczy lustrowały go wzrokiem, jakby pytały: "Za kogo ty się uważasz?". Uznał, że dziewczyna, gdyby nie ta przemądrzała mina, byłaby bardzo ładna.
Gdy uniosła wyczekująco brew, zdał sobie sprawę, że się na nią gapi. Uciekł wzrokiem ku fontannie, gdzie Elita śmiała się z innych uczniów.
- Tak, pewnie masz rację. Nie moja sprawa. Przepraszam- burknął cichutko, zainteresowany odcieniami trawy. Miała kolor ciekawy kolor. Trochę malachitowy, trochę jaskrawy, a światło tańczyło na nich, porywana lekkim wiatrem.
Ellie chwile patrzyła na niego, a na jej twarzy malowały się mieszane uczucia. Następnie westchnęła, i pomasowała czoło.
-Alek, tak? Posłuchaj, nie mam czasu, więc szybko oprowadzę cię po szkole, okej? Pokarzę ci sale lekcyjne i inne takie, ale nie będę trzymać się za rączkę cały czas. To musi ci wystarczyć.
Alek spojrzał na nią i lekko wykrzywił usta w krzywym, zadziornym uśmiechu.
- Chcesz potrzymać mnie za rękę? Wystarczyło poprosić.
Przewróciła oczyma i odwróciła się, by ruszyć dalej korytarzem. Tym razem jednak poczekała, aż do niej dołączy. Wtedy, zaczęła zasypywać go naprawdę nudnymi faktami. Chłopak nie słuchał jej za bardzo, ale przynajmniej obserwował z jakim zaangażowaniem podjęła opowiadanie. Nie zapomniała też dorzucać złośliwych uwag w jego stronę, a on nie pozostawał jej dłużny. Mijając kolejne pomieszczenia, informowała go, jakie lekcję się tam odbywają oraz kto jakiego przedmiotu naucza. Wszystko skracała do maximum, ale tak było lepiej dla mało zainteresowanego Alka.
Ogólnie rzecz biorąc, było tam bardzo czysto, strasznie oficjalnie i przerażająco prawdziwie. Chłopak błagał w duchu, żeby całość okazała się złym snem, z którego ma się obudzić rano zlany potem. Desperacko pragnął powrotu do domu.
"Nieźle się wkopałeś. Jak się z tego wygrzebiemy? "- powiedziałby Janek. Niemal widział uśmiech przyjaciela, jego brązowe oczy patrzące na niego z kpiną. "Masz coś do jedzenia? Głodny jestem." Pierwszy raz w życiu Alek zapragnął oddać mu swoje śniadanie.
"Przyjacielu, spójrz na to inaczej. Jesteś w świecie, który żyje historią. Są nią przesycone te mury. Jak w jednej z twych fantastycznych powieści... hmmm, tak zdecydowanie."- rozmarzyłby się Arek. Spojrzałby w niebo, rozłożył ramiona i uśmiechną radośnie.
" Jak w Harrym Potterze!" zaśmiałaby się Baśka, i musnęłaby ustami jego policzek.
Roza milczałaby, ale złapałaby jego dłoń i pogłaskała policzek. A potem uśmiechnęła się lekko i zacytowała Szekspira. Jak na ironie wylądował w szkole imienia jej ulubionego poety...
- Hej, słuchasz mnie w ogóle?- jego rozmyślania przerwał głos Ellie. Spojrzał na nią, zaciskając usta, aby nie posłać w jej stronę uszczypliwej uwagi. Oboje niesłychanie irytowali siebie nawzajem.
-Tu odbędzie się twoja pierwsza lekcja. Historia z Johnem Watsonem. Powodzenia.
I odeszła, tak po prostu, nie pozwalając nawet sobie podziękować. Alek odprowadził ją wzrokiem, a następnie wszedł do sali w której już czekał na niego nauczyciel i trzydziestka niezwykle nieprzychylnych dzieciaków.
_________
*W rzeczywistości Dyrektor August More
miał jedynie 46 lat, ale dla piętnastolatka, każdy, kto ma ponad
czterdzieści lat jest "stary".
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć,
Dzisiejszy post dedykuję wszystkim niesłusznie oskarżonym, ale wartościowym i dobrym ludziom, aby mieli siłę pokonał fałsz i nie ugiąć się pod oszczerstwami.
Co u was? Zazdroszczę tym, którzy mają się dobrze. Cieszcie się z tego, bo szczęście bywa ulotne.
Macie jakieś uwagi? Chcielibyście czegoś się dowiedzieć? A może macie pytania do Oczy_tanej :) Polecajcie ten blog innym.
Całusy,
Oczytana.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Miejsce: Doba komputerów.
Data: Dzień za dniem.
Godzina: Czasu nie zliczysz.
Spostrzeżenia: OBUDŹ SIĘ!
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz