poniedziałek, 26 stycznia 2015

Szafir, Kasztan i Noc

 Ważnym spostrzeżeniem, po wejściu do obszernego sekretariatu, był fakt, iż niebieski to zimny kolor. Cały pokój był pomalowany na ciemny szafir, jedynie sufit był biały, jakby zabrakło im farby. Może tak było?
  Tak, czy siak, kolor był uosobieniem atmosfery panującej w pomieszczeniu. Przy wysokiej ladzie stała dziewczyna o kasztanowych włosach i mówiła, coś do sekretarki o mysich oczach i sępiej twarzy. Nieciekawe połączenie- na jej widok chciało się uciekać. Reszta pomieszczenia była przygnębiająco pusta, jeśli nie liczyć wysokich biblioteczek, wypełnionych starymi książkami. W kącie stała uschnięta roślinka w doniczce.
 Alek podszedł o lady niechętnie, wciąż myśląc tylko o ucieczce. Pomyślał, że Janek mógłby mu w tym pomóc. Zrobiłby jakieś zamieszanie, kiedy on wychodziłby przez tylne drzwi. Nie raz tak robili. Teraz też mgło by się udać... Tak, tylko, że na Janka nie ma już co liczyć.
 Do jego uszu doleciała rozmowa Kasztanowych Włosów z Sępią Twarzą. Wnioskując, z tonu głosu nie lubiły się za bardzo.
- Przecież wczoraj mówiła pani, co innego!- zaprotestowała dziewczyna, ledwo powstrzymując krzyk.- Miałam mieć dostęp do sali, podczas nieobecności pani O'Dear. Rozumiem, że choruje, ale to nie znaczy, że mamy przerwać ćwiczyć! Za miesiąc mamy mistrzostwa, nie możemy...
-Nie rozumiem cię, Jane- zaskrzypiała starucha. Z plakietki na szyi wynikało, że nazywa się A. James.- Możecie spotykać się w któregoś z was, w domu. Nie musicie korzystać z sali.
- Właśnie, że musimy! Myśli, pani, że olewamy konkurs? To, co możemy, robimy w domu, a nawet więcej! Niektórych rzeczy nie da się jednak zrobić bez użycia pomocy naukowych, które- hm, o rany!- znajdują się w sali numer dwadzieścia trzy!- Z każdym słowem mówiła coraz głośniej.
-Jane!-zganiła ją James.- Nie mam czasu na twoje dylematy! Zgłoś się z tym do Dyrektora.- Jane skrzywiła się, jakby coś ją zabolało.- Myślę, że i on uzna twoje jęki za... bezcelowe.- Uśmiechnęła się krzywo, złośliwie.- Jeśli, nie masz ważniejszych spraw do załatwienia, to wybacz, jestem zajęta.
  Odwróciła się, nie czekając na odpowiedź wściekłej Jane ( która najwyraźniej nie zamierzała odejść, a jedynie założyła ręce na piersi), spojrzała na podsłuchującego Alka. Pod jej wyblakłym, wrednym spojrzeniem poczuł się, jak mysz, która ma stać się jej nową ofiarą. I, o ile, ktoś inny ugiąłby się pod tym wzrokiem, to Alek stawił mu czoła. Pod tym względem, był bardzo podobny do Janka. Nie znosił zamykania go w klatce strachu.
- Tak, Kochaneczku?- zagruchała pani James, z głosem ociekającym słodkością. Alek zauważył kątem oka, iż Jane rzuca mu wściekłe spojrzenie. Poczuł złość. To jego wina, że ta wredna baba jest dla niego miła?!- W czym mogę ci pomóc?
-Eeee...-mruknął chłopak.- Jestem Aleksy Machon. Chciałbym odebrać...
-Ach! Ten nowy uczeń. Witaj w Akademii Williama Shakespeare'a w Eaststorm!* - Nie zabrzmiało to optymistycznie.- Miło mi Cię powitać, Machon!- Ledwo powstrzymał śmiech, kiedy usłyszał, jak wymawia jego nazwisko z angielskim akcentem. Mimo, wszystko zdołał zachować kamienną twarz.
-Yhm. Dziękuję.
 Kobieta mówiła coś o historii szkoły, szukając jego rozkładu zajęć, a Alek z błaganiem patrzył na jej mozolną pracę. Nie miał ochoty słuchać o " Nadaniu imienia szkole w XIX w..." ani o niczym innym. Chciał po prostu dostać kartkę z rozkładem lekcji i wyjść z tego ponurego miejsca. Kiedy już zaczął już zastanawiać się nad wyrwaniem dokumentów z rąk kobiety, drzwi za nim otworzyła się ze skrzypem. Cała trójka obróciła się w tamtą stronę. Gdy tylko to zrobił,  Alek dostrzegł przy drzwiach zadbanego mężczyznę, dawno po czterdziesce. Miał poważny wyraz twarzy, bruzdy dodawały mu wieku, Na skroniach, przez mysie włosy, przebijała się siwizna. Wyglądałby całkiem miło, gdyby nie te oczy. Tęczówki były czarne, tak czarne, że nie można było rozróżnić ich od źrenic. Spoglądały chłodno i z wyższością, w sposób od którego jeżyły się włosy na karku.
 I te oczy patrzyły teraz na Alka.
-Pan Dyrektor- szepnęła pani James, jakby nagle mniejsza. Odsząknęła szybko, starając się  przedstawić Alka mężczyźnie.-Panie Dyrektorze, to jest...
- Dziękuję, Amelio. Domyślam się, kto.- Dyrektor podszedł do niego sprężystym krokiem i wyciągnął do niego dłoń. Alek uścisnął ją i o mało nie zgiął się z bólu. Mężczyzna niemal zmiażdżył mu paliczki, swoimi lodowatymi dłońmi.- Aleksy Machon, jak mniemam?
- Tak.. proszę pana- starał się nie ulec, patrząc w te oczy.
- Witaj w Mojej szkolę. Cieszę się, że będziesz uczęszczał do tej szlachetniej Akademii. Nazywam się August More.
- Również się cieszę- nie było to prawdą, ale wolał nie ryzykować.
-Powiedz mi, chłopcze- More zmierzył go spojrzeniem.- Jak podoba ci się Anglia?
Alek przełknął ślinę. Facet budził w nim... strach.
- Jest piękna, ale... myślę, że muszę się przyzwyczaić.
More kiwnął głową.
- Też tak myślę. Musisz się przyzwyczaić także do zasad tu panujących. Nie chcesz, przecież kłopotów, prawda?- chociaż wykrzywił wargi w uśmiechu, zabrzmiało to, groźba. Spojrzał na panią James, aż ta drgnęła. Alek z ulgą wypuścił powietrze z płuc.- Dostałeś już plan lekcji, tak?
 Kobieta ze skruszoną miną podała mu stertę dokumentów. Mężczyzna przejrzał je na prętce i podał je Alkowi.
- Twoim wychowawcą będzie pan Craft. Niestety... Tylko u niego było wolne miejsce.
 Alek chciał zapytać, dlaczego "niestety", ale wolał dowiedzieć się od kogoś innego.
- Dziękuję, panu.
-Gdybyś miał jakieś problemy, zapraszam do mnie. A teraz wybacz... Praca dyrektora nie jest łatwa. Odwrócił się w stronę Jane.- Panno Jane.-przywitał się. - Jak idą przygotowania do konkursu?
 Jane zaczerwieniła się i spuściła wzrok. Alek nie darzył jej szczególną sympatią, żeby nie powiedzieć, że go denerwowała, ale zrobiło mu się jej żak.
- Uhmm. Dobrze...
- Dobrze to nigdy nie wystarczająco, moja droga.- Jane drgnęła, jak poparzona.- Myśle, że znalazłabyś czas, aby oprowadzić po naszej Akademii pana Machona?- uniosła głowę zdumiona, gotowa zaprotestować, ale mężczyzna nie uznał jej sprzeciwu.- Miłego dnia, życzę.
 Pomaszerował z wolna do drzwi gabinetu  za ladą sekretarki. Przy drzwiach odwrócił się jeszcze w stronę pani James.
-Amelio, nie uważasz, że to co starałaś się wyhodować w tamtej doniczce jest martwe? Wolałbym, żebyś się tego pozbyła.
 I zatrzasnął drzwi.
 Przez chwilę panowała porażająca cisza. A potem wściekła pani James, warknęła do Jane.
- Słyszałaś, Dyrektora? Jazda, idź oprowadź Machona. TERAZ!

----------------------------------------------------------------------------------------------------
 Cześć,
 Ten rozdział dedykuję wszystkim nauczycielom. Jak to miło widywać was na co dzień.
 Przepraszam, za lekkie opóźnienie, ale miałam kilka spraw na głowie, m.in. zdanie z matematyki.
 Jak się macie? Mam nadzieje, że większość z was jest zdrowa, nie rozłożyła was choroba. Chcę, napisać następny rozdział, tak szybko, jak to możliwe.
 Co sądzicie to tym opowiadaniu? Macie jakieś zastrzeżenia? Może macie pytania co do ciągu dalszego, może jakieś pomysły? Piszcie.
 Całusy,
Oczytana.

---------------------------------------------------------------------------------------------------- Miejsce: Doba komputerów.
Data: Dzień za dniem.
Godzina: Czasu nie zliczysz.
Spostrzeżenia: OBUDŹ SIĘ!











2 komentarze:

  1. Świetny rozdział, jaka szkoda, że tak szybko się skończył! :D Pisz dalej, bo piszesz świetnie! Czekam na kolejny post!
    Pozdrowienia
    http://just-lie-just-trust.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę się doczekać następnego wpisu, pisz pisz!
    Oddana fanka ;) http://perfectmoog007.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń